Dopiero jak zasieję, to będę miał plony
Czasem zbiera mi się na myślenie, czego to ja bym nie zrobił… Jakby
to fajnie było, gdyby wszystkie moje myśli od razu przekładały się na
realia. Czego to ja bym światu nie dał, czego dziś bym nie miał…
Ech…
Dziś wiem, że z myśli nic nie mam… Mogę myśleć, planować, wyznaczać
cele, myśleć o działaniach… Ale z tego kompletnie nic nie ma.
Jedyne, co mogę z tymi myślami zrobić, to zabrać do grobu.
Widziałeś kiedyś, Drogi Czytelniku, rolnika?
On doskonale wie, że aby coś mieć – musi dać temu zaczątek. Najpierw
musi zasiać, zrobić coś, by móc za jakiś czas zbierać plony.
Musi wykarmić krowę, by mieć mleko, nakarmić świnię, by mieć
mięso.
Zwykłe, najzwyklejsze prawo natury
Prosta, banalna sprawa… A jednak często zdarza mi się błądzić. Wiedza
o tym, że mogę otrzymać plony… to tylko myśli, marzenia, plany,
cele. A je mogę wyłącznie zabrać do grobu, z nich nic się nie dzieje.
Nic się nie stanie, jeśli czegoś w tej chwili nie poruszę.
Dlatego ruszam, jeśli chcę, by coś się stało :)
Słowo, którego nie ma
Wiesz, są dwa słowa, jest słowo „działalność” i jest słowo „ „.
Przykładowo, jeśli ktoś zapyta mnie, co teraz robię, odpowiem mu,
że piszę tę książkę. W głowie pojawiają się myśli, mam obraz całej
książki, mam obraz rozdziału itd. To jest działalność. Z działalności
nie ma NIC.
Jest też drugie słowo na określenie tego, co robię, brzmi ono tak „ „.
Nie da się go wypowiedzieć. Mógłbym powiedzieć, że jest to dźwięk
wciskanych klawiszy na klawiaturze komputera, ale to też nie to.
Wciśnij klawisz, a kiedy ekranie pojawi się literka, wtedy zrozumiesz,
czym jest to słowo.
To jest odgłos rolnika, który właśnie sieje ziarno. Najpiękniejszy
dźwięk, jaki kiedykolwiek słyszałem – odgłos twórcy.
Tajemnica Programów Partnerskich
Praca w programach partnerskich nie jest prosta, nie ma od razu gór
pieniędzy, wymaga przede wszystkim cierpliwości, pracowitości
i kreatywności. Pierwsze moje miesiące były bardzo specyficzne, niecierpliwość,
codzienne sprawdzanie statystyk, walczenie o każde wejście
na stronę. No i najlepsze – pierwsze prowizje!
Po kilku miesiącach pracy przywykłem do tego, że codziennie dostaję
jakąś prowizję, codziennie kilka złotych do przodu. Na początku nie
jest to wiele, ale jest w tym coś specyficznego, mogę to traktować jak
własny, prywatny miniBIZNES i czuć się jak młody przedsiębiorca,
który ma wielu pracowników, bardzo tanich, harujących 24 godziny
na dobę, 7 dni w tygodniu na swoich stronach internetowych. Coś
pięknego :)
Czasem wśród znajomych wygadam się, że dorabiam sobie w Internecie
trochę pieniędzy, pytają mnie wtedy:
– Jak to robisz, na czym to zarabianie polega?
A ja im odpowiadam:
– Teraz np. prawdopodobnie zarobiłem kilka złotych, leżąc na zielonej
trawie, patrząc w chmury i popijając piwo, właśnie tak to robię!
Cała tajemnica polega na tym, że pracują na mnie strony internetowe,
skrypty – nic poza tym. Wystarczy je raz zrobić, umieścić w Internecie
i od czasu do czasu doglądać. Wystarczy je zatrudnić.
Oczekiwanie…
Najważniejsza w tej pracy jest wytrwałość. Robiąc stronę pod program
partnerski wiem, że jak dobrze pójdzie – będę miał z niej po
10 groszy dziennie przez najbliższe kilka lat, a jak pójdzie jeszcze lepiej
– może przyjdzie złotówka dziennie.
Różni się ten zarobek znacznie od innej pracy, do której jesteśmy
przyzwyczajeni. Jesteśmy przyzwyczajeni do trybu działania „praca –
wynagrodzenie”. W programach partnerskich pieniędzy prawie nigdy
nie widać od razu po pracy. Wyraźnie oddziela się nam praca od
zarabiania pieniędzy.
Pracuję wtedy, gdy tworzę system (zakładam stronę, zlecam reklamę,
piszę artykuł), a zarabiam wtedy, gdy to już działa, a ja wypoczywam.
Czasem dzieje się to nawet po kilku miesiącach po wykonanej pracy.
Niby to proste, ale jednak u wielu osób obserwuję po pierwszym zainteresowaniu
PP szybką rezygnację. Najprawdopodobniej dzieje się
to właśnie z tego powodu… iż efektów pracy nie widać natychmiast
po jej wykonaniu. Podczas gdy w programach partnerskich o to właśnie
chodzi, w tym cały ich urok.
Pierwsze prowizje
Na pierwszą prowizję czekałem ponad dwa miesiące, odkąd zrobiłem
pierwszą stronę pod PP. Przyznaję, że miałem wtedy silną motywację
do szukania innego zarobku niż praca na etacie. Ja, młody indywidualista,
byłem po pierwszych moich doświadczeniach w tym temacie.
I, paradoksalnie, dzięki nabranej niechęci do etatu, te BEZOWOCNE
dwa miesiące pracy w ramach PP nie zniechęciły mnie do dalszych
działań.
Miałem jeszcze drugi powód do kontynuowania dotychczas bezzarobkowych
działań w ramach PP. Stwierdziłem, że jak nic z tego nie
wyjdzie, nic nie stracę, a jedynie zyskam – nauczę się, jak tworzyć
strony WWW, jak i podstaw marketingu internetowego – dodatkowa
umiejętność zawsze się może przydać.
Do tej pory pamiętam ten dzień, kiedy wróciłem do domu, zalogowałem
się, jak zwykłem to robić od dwóch miesięcy, a tam prawie 50 zł.
Nabrałem wtedy takich chęci do pracy, że nie zastanawiając się wiele
– wykupiłem kolejną domenę i postawiłem drugi już serwis, który
już po tygodniu zaczął przynosić pierwsze grosiki, a po roku istnienia
daje kilkanaście zł dziennie za sam byt.
Po schodach… przesiadka na windę
Czym się różni chodzenie po schodach od jazdy windą? – chwila zastanowienia.
Odpowiedź: tym, czym się różnią pierwsze miesiące zarabiania
na PP od późniejszych. A oto trzy czynniki, które się do tego
przyczyniają:
● z każdą wykonaną pracą w ramach PP nabywasz doświadczenia,
które wykorzystujesz w kolejnych działaniach;
● z każdym wykonanym serwisem internetowym budujesz swój
wizerunek internetowy, który pomaga w kolejnych działaniach
(zarówno w oczach internautów, jak i w skryptach robotów wyszukiwarkowych);
● programy partnerskie oferują coś takiego jak niższe poziomy,
wieczną prowizje, przypisanie na stałe klienta do partnera.
Wszystko to powoli w późniejszych miesiącach działalności w PP zaczyna
owocować coraz większymi zarobkami.
A co dalej?
Gdy uda Ci się zarobić nawet kilka złotych w Programach Partnerskich,
to już potrafisz więcej niż niejeden nowy właściciel sklepu internetowego, który go założył tylko dlatego, że miał pieniądze na
start.
Marketing, umiejętność sprzedaży w Internecie czy też „realu”, jest
obecnie jedną z najbardziej pożądanych umiejętności, a tego właśnie
uczysz się, działając w ramach PP. To coś jak praktyka, na której,
przy odrobinie chęci, możesz się nieźle wybić.
Przykładowo, ostatnio poznałem pewną artystkę, przyznam, że jest
to już kolejna osoba na mojej drodze, dysponująca pewnym produktem,
która nie potrafi go sprzedać. Jak zwykle nasłuchałem się narzekań…
że nikt nie chce kupić itd. I co dalej?
Po kilku minutach zastanowienia i roku doświadczenia w PP – już
mam pewną strategię działania. Dochód pasywny, inwestowanie
w modzie, czemu nie inwestować w obrazki – niby proste, wręcz banalne?
– tylko czemu ona sama na to nie wpadła?
Żyła złota...
Oglądałem właśnie jakiś program w telewizji, pokazywali tam kopalnie
złota gdzieś na Filipinach. Było to jakieś takie wzgórze pełne prowizorycznych
zabudowań.
Ludzie w tej osadzie budzili się każdego ranka, by iść do pracy z nadzieją,
że to właśnie dziś natrafią na żyłę złota...
Od czasu do czasu komuś się udawało coś bardziej wartościowego
znaleźć. Wtedy najczęściej dla tego szczęśliwca kończyło się na oddawaniu
długów i kupieniu kilku drobiazgów do domu.
Fascynaci niezależności finansowej (modny ostatnio termin za sprawą
Roberta Kyiosakiego) zapewne powiedzieliby, że człowiek ten stał
się niewolnikiem w wyścigu szczurów... Pracuje, pracuje i nie wie, jak
się z tego uwolnić. Pewnie mają rację.
Porównałem sobie tę sytuację do działania w programach partnerskich.
Tu też wstajemy, coś tam sobie dłubiemy, robimy strony
WWW – po to, by wpadło kilka złotych.
Od czasu do czasu wpada kilka złotych... i co teraz?
Teraz cokolwiek bym z pieniędzmi nie zrobił, tak czy inaczej jestem
w lepszej sytuacji od tego Filipińczyka!
Mogę za te pieniądze kupić sobie coś do domu, mogę zainwestować
w kolejną stronę WWW, mogę wrzucić w fundusze inwestycyjne,
mogę spłacić długi – mogę z nimi zrobić cokolwiek, tak jak ten Filipińczyk.
Ja jednak w tej sytuacji mam coś więcej niż on.
Moje narzędzie zarabiania, które zrobiłem pewnego ranka, nadal
działa. Nie muszę codziennie wstawać i szukać nowej żyły... A to za
sprawą tego, że poprzednie pokłady (strony WWW, które zrobiłem
wcześniej) nadal działają, przynosząc kolejne porcje złota.
Wystarczy więcej takich porcyjek, by sobie raz na jakiś czas przysiąść
i odpoczywać...
Najważniejsza jednak jest inna wiedza:
Jeśli dziś nie zrobisz tego, co masz od jakiegoś czasu
w planach, jutro nie zobaczysz żadnych efektów.
Czy tak trudno to pojąć?
Fragment ebooka "Programy partnerskie w praktyce"



Prześlij komentarz