Macham skrzydełkami – Efekt Motyla
Pewna osoba poprosiła mnie, bym podał adres strony, na której zarabiam
na programie partnerskim. Tak się uśmiechnąłem sam do
siebie, bo sam do końca nie pamiętam, ile mam stronek.
A mam ich dużo – małych, dużych, przeróżnych. Same jakoś wychodzą.
Gdy wpadnę na pomysł zrobienia czegoś, to robię… zamiast o tym
rozmyślać. Potem powstaje taka jedna, druga, trzecia i czwarta
stronka. Większością z tych stronek, rzecz jasna, po zrobieniu się nie
zajmuję, bo nie ma po co… Same działają, najwyżej zadbam o to, by
znalazły się w katalogach lub ewentualnie później gdzieś do nich
wrzucę link.
Czasem jednak powstanie stronka, która mnie i internautom się
spodoba. Tak właśnie przykładowo powstała Gazetka Kreatywna,
wróciłem do domu z kolejnego Festiwalu Nauki, gdzie robiłem mały
trening twórczości, no i pomyślałem sobie, że wrzucę to do neta, więc
wrzuciłem. I jak się okazało, bardzo się ludziom spodobało (Gazetka
ma obecnie ponad 3000 czytelników), tak więc nad tą stronką przysiadłem
dłużej i rozwijam ją dalej.
Działaj… działaj… (znaczy się – machaj skrzydełkami).
Ale wiem jedno… Gdybym nadal rozmyślał o tym, jaką stronkę mam
zrobić, żadna Gazetka Kreatywna nigdy by nie powstała…
Mógłbym porównać moje namiętne tworzenie nowych stronek do tego,
co Kamil Cebulski opisał w swojej książce Efekt Motyla.
Robiąc nowe stronki, nie robię nic innego oprócz tego, że macham
skrzydełkami i szukam tego, co zadziała. Obecnie mógłbym powiedzieć,
że nawet znalazłem… Mam kilka serwisów, do których wracam
(przykładowo ten blog). Mógłbym powiedzieć, że to mi wystarcza,
choć dalej sobie macham, bo to lubię i mi się to podoba.
I pamiętaj… Zamiast rozmyślać – zrób coś… Jak nie wyjdzie, to zrób
coś dalej… efekt motyla sam przyjdzie, jeśli nie będziesz oczekiwał
zbyt wiele, a będziesz machał skrzydełkami nieprzerwanie.
Kiedyś napisałem kurs zarządzania czasem… Po roku od napisania
dzwoni pani z radia, TV i prosi o wywiad… (pewnie dlatego, że jest
na wysokiej pozycji w Google pod tym hasłem). Znasz takiego, dla
którego byłaby to sytuacja wymarzona?
Ja znam niejednego, dlatego więc poleciłem jej znajomego, który to
znajomy bardzo się ucieszył, lecz sam za mało machał skrzydełkami,
by to do niego zadzwoniła w pierwszej kolejności.
Zrób coś – efekt sam przyjdzie prędzej czy później – jedyną
jego tajemnicą jest działanie (nie rozmyślanie).
Mógłbyś mi zarzucić, że działam mało efektywnie… że powinienem
się skupić tylko na tym, co działa… ale to nie jest tak. Z każdą nową
stronką, jakakolwiek by nie była, zdobywam nowe doświadczenia i to
one są najbardziej efektywne. Bo wiem, że każda następna moja
stronka ma o kilka procent większe szanse na wywołanie pożądanego
skutku.
Jak wykreować z każdego produktu niszę
w Internecie?
Co to ta nisza?
Nisza to unikalny produkt bądź usługa skierowana do bardzo precyzyjnej,
niewielkiej grupy odbiorców. Wyobraź sobie dużą firmę produkującą
masowo buty sportowe, wśród osób kupujących buty sportowe
jest kilka osób niepełnosprawnych z wadami kończyn, potrzebują
one mieć indywidualnie dostosowane obuwie. Tu właśnie pojawia
się szansa na produkt niszowy, czyli buty sportowe dla niepełnosprawnych
– niewielu odbiorców, ale za to zdecydowanych na zakup
danego towaru.
Inny przykład to podobrazia. Jeszcze kilka lat temu malarz artysta,
by coś namalować, brał cztery deseczki, płótno, gwoździe i młotek,
no i zbijał, by wyglądało jak obraz. Pewien Polak miał pomysł, by dopomóc
malarzowi i rozpocząć produkcję podobrazi (czyli tego, na
czym maluje się obraz), znalazł swoja niszę. Dziś podobrazia to powszechny
produkt, którego jesteśmy dużym eksporterem.
Jeszcze jeden przykład – łyko drewniane, czyli odpady z tartaku, kiedyś
wykorzystywano łyko do plecenia koszyków i tym podobnych
rzeczy, dziś coraz rzadszy to produkt. Niszę ktoś znalazł gdzie indziej,
eksportujemy z naszego kraju łyko, tym razem do Francji, mają tam taki wynalazek jak owijanie pewnego gatunku sera w łyko
drzewne, podobno niezły biznes na tym można zrobić.
Jakie warunki spełnić, by mieć produkt niszowy...
Z powyższych przykładów wynika przede wszystkim, że musi być zapotrzebowanie,
niepełnosprawny potrzebuje buta, malarz potrzebuje
podobrazia, a Francuz potrzebuje łyka, tak więc jest potrzeba. Trzeba
ją zidentyfikować lub po prostu uświadomić. Np. nasz malarz tracił
czas na zbijanie desek, zamiast malować, być może uświadamiał sobie
potrzebę, ale on zajmuje się malowaniem, a nie biznesem, poza
tym działał na tak małą skalę, powiedzmy – jeden obraz na miesiąc,
że tak wiele mu to kłopotu nie sprawiało, by namawiać kogoś na pojedynczą
produkcję podobrazi. Ktoś zidentyfikował potrzebę i rozpoczął
produkcję produktu niszowego, odniósł sukces.
Marketing produktu niszowego, czyli co zrobić, by malarz kupił podobrazie,
co zrobić, by niepełnosprawny kupił gotowe buty dla siebie,
co zrobić, by mleczarz francuski kupił hurtem łyko zamiast kombinować
z produkcją na własną rękę? Odpowiedź jest prosta, po prostu
pokazać produkt po odpowiedniej cenie, który pozwoli zaspokoić istniejącą
potrzebę. Wystarczy uświadomić nabywcę, że taki produkt
istnieje. To jest właśnie cała tajemnica produktów niszowych, jest
produkt, jest nabywca, nie ma konkurencji, rynek przeważnie jest
tak mały, że nie ma miejsca na więcej producentów, usługodawców.
A większym przedsiębiorcom z kolei nie opłaca się rozdrabniać całej
fazy produkcyjnej na tak niewielkie (czasem dziwne) części, efekt
skali (w skrócie: im więcej jednakowego towaru, tym mniejsze koszty)
działa na tyle silnie, że rozdrabnianie może „zdawać się” nieopłacalne
Jak wykorzystać cechy niszy do każdego produktu w
Internecie?
Nie jest to sposób na wykreowanie niszy, ale na wykorzystanie jej
cech, mianowicie unikalnej potrzeby i uświadomienie istnienia rozwiązania.
Jakiś czas temu otrzymałem propozycję pomocy w rozwinięciu programu
partnerskiego Dobry Sen (www.dobrysen.aty.pl), pierwsza
moja myśl... Co to jest? Jak to sprzedać? Przecież to się do TV Marketu
nadaje, razem z innymi cudeńkami, a nie do Internetu! Jednakże
zastanowiłem się i wymyśliłem strategię, podzieliłem produkt na
mniejsze, można nazwać je: niszowe, korzyści! Aktualnie jesteśmy po
przetestowaniu metody, która odniosła sukces, i planujemy wprowadzenie
(zachęcenie partnerów do stworzenia) kolejnych „nisz”. Ty też
możesz spróbować i zarabiać na tym, jeśli chcesz. Na przykład zrobić
z Uan-An poduszkę dla matek w ciąży czy cokolwiek innego Ci Twoja
twórcza wyobraźnia podpowie, zapraszam do programu partnerskiego
Dobry Sen.
Na czym wprowadzenie „niszy” polegało w tym wypadku? Internet
daje naprawdę banalne i tanie rozwiązania, co też wykorzystałem.
Stworzyłem ministronę promująca jedną korzyść poduszki Uan-An,
mianowicie „łagodzenie bólów karku, kręgosłupa itd.” ( bole-karku -
.witryna.org). Jedyną promocją tej witryny było dodanie jej do ok.
150 katalogów (2 godziny pracy) i do kilku wyszukiwarek, dzięki
czemu strona znalazła się w wynikach pod hasłami: bóle karku, bóle
kręgosłupa, zwyrodnienie kręgosłupa. Aktualnie strona ma
dosłownie kilka wejść dziennie, jeszcze mniej przejść na stronę
Dobrego Snu, ale co najważniejsze – generuje sprzedaż przy
minimum wysiłku (po prostu sobie leży w Internecie)! 5% to
skuteczność przekierowań na stronę Dobrego Snu z mojej strony
o bólach karku, oznacza to, że co 20 osoba decyduje się na zakup!
Jeżeli próbowałeś coś kiedyś sprzedać w Internecie, to zapewne
wiesz, że to jest bardzo dobra skuteczność, o której tylko pomarzyć!
Innym przykładem jest to, co zrobiłem z promocją ebooka Google
AdSense. Założyłem, że stron o „zarabianiu w Internecie” są tysiące,
co też jest prawdą i sensu z nimi konkurować nie widzę, nie mam na
tyle środków. Strony o Google AdSense (www.google-adsense.zlote -
mysli.pl) też zaczęły się pojawiać, jednakże strony o unikalnej korzyści
„niszy” tego ebooka, mianowicie o tym, jak zapłacić podatek od
AdSense, było brak, toteż ją wykorzystałem.
Jak to działa?
Po pierwsze, osoba, która dostała się na ministronę, jest zainteresowana
tematem, przynajmniej w części. Nie pozycjonujemy strony na
hasła zupełnie niezwiązane z tematem, interesują nas tylko te osoby,
które szukają informacji na dany temat i wpisały go w wyszukiwarkę.
W naszym przykładzie kogoś bolał kark, wpisał w wyszukiwarce ból
karku i znalazł się na ministronie. Po pobieżnym zapoznaniu się ze
stroną, jeżeli osoba tego właśnie szukała, w naszym przypadku sposobu
na ból karku, zapewne przejdzie ona dalej, do strony z pełną
ofertą i większą ilością korzyści. Badania konsumentów wykazują, że
im więcej korzyści widać, tym większa jest szansa na decyzję zakupową,
u nas wygląda to tak: Klient znalazł na pierwszej stronie coś, co
zaspokaja jego potrzebę i jest dostępne, przechodzi dalej i widzi (jeśli
jeszcze nie jest zdecydowany na zakup), że oprócz jego jednej, produkt
dodatkowo zaspokaja inne potrzeby, co może być dodatkowym
motywem decyzyjnym.
Niezbędne zasoby!
Aby dostrzegać „nisze”, wynajdywać je... będzie Ci coś potrzebne! Potrzebna
jest twórcza wizja przedmiotu, potrzebne jest dostrzeganie
szczegółów, których inni nie widzą. Nieszablonowe, nieschematyczne
myślenie – to tajemnica sukcesu, sukcesu w biznesie i nie tylko. Sukces
ten jest dostępny dla każdego! Zapraszam Cię do czytania specyficznej
gazetki mailowej, która objawi Ci tajniki twórczego, kreatywnego,
nieszablonowego myślenia: www.kreatywnosc.witryna.org
Teraz czas na stres
– czyli kiedy na co pora
Jest styczeń, zaobserwowałem wzmożoną, w porównaniu z poprzednim
miesiącem, klikalność w jednej z moich kampanii reklamowych
nastawionych na książeczkę: Zwalcz Stres
(http://zlotemysli.pl/wygrani,1/?c=4main&idEbook=22). Co jest grane?
– Jest styczeń, koniec semestru się zbliża…
Uczniowie, studenci mają egzaminy, zaliczenia, klasówki, a co z tym
idzie – stresują się, szukając jednocześnie jakiegoś sposobu na stres.
Mało tego, na kilku uczelniach komuś pewnie kazano napisać pracę
zaliczeniową pt. „Stres psychologiczny” i tworzy ją właśnie, by zdążyć
na koniec semestru. Niestety, koszty kliknięć przerosły znacznie
koszty przychodów ze sprzedaży, jak widać – coś nie zadziałało jak
trzeba albo strona ofertowa Zwalcz Stres nie jest wystarczająco zachęcająca,
albo są inne miejsca w sieci, gdzie wartościowe informacje
na temat stresu można znaleźć za darmo, a może zwyczajnie studenci
i uczniowie nie mają zamiaru wydawać złotówki, by zadbać o swoje
Efekty są za to gdzie indziej
Jakiś czas temu, bodajże w wakacje, zrobiłem stronkę promująca
ebooka Jak napisać, przepisać i z sukcesem obronić pracę dyplomową?
(http://zlotemysli.pl/wygrani,1/?c=4main&idEbook=53) i dziś zbieram
z tego plony. Koniec semestru idzie, pracę dyplomową trzeba oddać
już niedługo… a promotor się czepia szczegółów, że coś jest źle. Trzeba
sobie jakoś poradzić, a rozwiązaniem, jakie proponuję na powyższy
problem, jest sięgnięcie do tego ebooka. Jak widać na dzień dzisiejszy,
ebook wysoko się trzyma w bestsellerach ZM. Wzrósł na niego
popyt. W porównaniu z grudniem, gdzie był na 6 miejscu, dziś jest
już na czwartym, idąc w górę.
Z ebookami podobnie jak z lodami
Lody kupujemy wtedy, gdy jest ciepło – sprawa prosta. Ubrania zimowe
wtedy, gdy jest zima i pada śnieg, ubrania letnie wtedy, gdy
jest ciepło. Owszem, sporadycznie zdarzy się, że ktoś kupi coś w innym
terminie, ale to są wyjątki (co prawda z nich też można korzystać,
ale inaczej).
Tak właśnie wygląda popyt na typowe produkty sezonowe, modne.
Jak widać – w Internecie są dokładnie takie same zależności. Przyjdzie
matura, wzrośnie sprzedaż poradników maturalnych, edukacyjnych.
Przyjdą wakacje, wzrośnie sprzedaż wycieczek wakacyjnych
itd.
Sezon ma to do siebie, że lubi powracać w przewidywalnym okresie.
I tę właśnie cechę wykorzystać trzeba.
Twoim zadaniem jest tylko obserwować świat dookoła i odpowiednio
wcześnie zareagować, znaleźć odpowiedni program partnerski, mający
odpowiedni produkt – i zacząć działać. Bo gdy przyjdzie czas np.
matury, już będzie późno – koszta kampanii wzrosną, konkurencja
też będzie chciała robić kampanie. Chcąc wykorzystać „popyt maturalny”,
trzeba już w styczniu działać (jak nie wcześniej), by serwis internetowy,
jaki stworzysz, miał czas się zadomowić, wypozycjonować
w Internecie, zyskać na znaczeniu.
Fragment ebooka "Programy partnerskie w praktyce"



Prześlij komentarz